niedziela, 23 lipca 2017

White // Red // New Hair // New Start

Przeczytałam ostatnio, że ponad 80 % Polaków twierdzi, że ich życie jest "wspaniałe, udane lub dosyć dobre". To ponad 20 % więcej niż kilkanaście lat temu. Jesteśmy szczęśliwsi niż Włosi, Hiszpanie czy Portugalczycy. Zdziwieni? Ja tak. Oczywiście nie wiem na ile ten sondaż jest  zgodny z rzeczywistością (choć pismo wiarygodne), ale na pewno to dosyć nieoczywiste zjawisko. Wciąż słyszy się od osób, które podróżują po świecie, że ludzie poza naszym krajem są uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni i nie narzekają tak jak my. O tym, że Polska mentalność nigdy się nie zmieni.  Czy zatem na pewno wynik jest prawidłowy? :)  Może to tylko efekt zmiany klimatu,  efekt "pierwszego razu" w nowym kraju? Punkt widzenia... I tak dalej.. ;)
To, że nastawienie Polaków się zmienia to ogromny plus i powinniśmy trzymać tak dalej. Co wpłynęło na taką zmianę? Myślę, że łatwość dostępu do informacji, większy nacisk na rozwój i inwestycję w siebie, a co za tym idzie - poprawa sytuacji materialnej - mają tu spory wkład. Poprzez podróże, czy chociażby wirtualny świat, młodzi ludzie uświadamiają sobie  ile jeszcze można zrobić oraz zaczynają wierzyć w to, że wszystko czego pragną może być w zasięgu ich ręki. "Wystarczy" na do tego dążyć, nie - narzekać. Grunt to nie popaść w wyścig i pragnienie zdobycia czegoś za wszelką cenę. Bo jaką wartość będzie miało spełnione marzenie, jeśli zostanie zdobyte poprzez czyjąś krzywdę? Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy sprawiają przykrość innym ot, tak, bez powodu. Nie pojmuję również tego, dlaczego ktoś jest chamski wobec osób, których zupełnie nie zna, nie mając w tym żadnego celu. Poprzez swoje zachowanie nie osiągnie nic - a mimo to demonstruje swoją pozorną odwagę czy pewność siebie. Dlaczego pozorną? Ponieważ uważam, że ludzie pokazujący swoją niedostępność i wyższość wobec innych, kryją w ten sposób swoje uczucia przed zranieniem ze strony innych. Są pewni, że jeśli zbudują wokół siebie pancerz siły, arogancji, bezczelności czy cynizmu to nic/nikt ich nie ruszy. Będą przekonani, że ludzie będą się ich bać i dzięki temu coś osiągną. Wygrają. Tylko z kim? Z samym sobą z pewnością przegrają. Dzieje się wtedy coś zupełnie odwrotnego. Nawet jeśli spełnią to, co założyli, osiągnięcia te szybko się rozpadną. Będą jak mydlana bańka. Będą złudne. Po pewnym czasie staną się wrogiem takiej osoby i zamiast zyskać, straci o wiele więcej niż miała na samym początku, a przede wszystkim zostanie sama. Przekona się o tym, kiedy będzie już trochę za późno. Ja ignoruję takich ludzi, i jak pisałam już kiedyś na blogu - nie ma co tkwić w toksycznych znajomościach, ludzie powinni się uzupełniać, a nie niszczyć. Ale.. ja nie o tym.. miało być dziś o szczęściu !  Wyszło jak zwykle :D Właśnie! Szczęśliwy człowiek to taki, który czuje, że wszystko co robi jest zgodne z jego wnętrzem, nie czuje dyskomfortu w swoich zachowaniach, nie rozpamiętuje i nie analizuje. Kiedyś usłyszałam, że "wszystko co było złe trzeba wybaczyć, w przeciwnym razie zawsze będziemy żyli przeszłością" ;)
A Ty jaki dziś jesteś? :)
Kimono - C&A // top Stradivarius // Shorts H&M // bag Mili-tu

niedziela, 9 lipca 2017

09.07.2017 // graffiti // jeans // hafty //bariery

Ostatnio w moim życiu dość burzliwy czas :) Stąd spora przerwa w blogowaniu, mam jednak nadzieję, że wszystko "wyprostuje się" na tyle, abym mogła do niego wrócić ;) Są zmiany i nowości, do których staram się powoli przywyknąć, jest to  dobra zmiana - tak przynajmniej oceniam ją na tę chwilę :D O zmianach już kiedyś pisałam na blogu. Często nas przerażają, ale jednocześnie ekscytują. Najważniejsze to ich dokonywać. Przebudowywać życie - przestawiać i kombinować. Próbować nowych rzeczy, tym bardziej, jeśli pozwolą nam przekroczyć bariery, których się boimy. Kiedy przekraczasz wewnętrzną blokadę/granicę - najpierw czujesz dyskomfort ze względu na to, że znajdujesz się w nowej, niecodziennej sytuacji,  a później przychodzi czas na radość i dumę (tak, to nic złego czuć dumę z własnych osiągnięć - większość ludzi boi się chwalić samego siebie. Sama z tym "walczę" ;) ). Ostatnio udało mi się przekroczyć dwie takie bariery. Jedna to uczestnictwo w Biegu Kobiet - gdzie od zawsze zarzekałam się, że nigdy, przenigdy nie wezmę udziału w żadnym publicznym biegu :) Twierdziłam, że jestem na to za słaba, że nie dam rady, że to za duży stres itp. Nie było o tym  mowy, dopóki nie spróbowałam :) Nie ukrywam, że ogromna w tym rola moich dwóch koleżanek z pracy, które mocno mnie zdopingowały :) Już od początku czułam, że robię to wbrew sobie, ale mimo wszystko chciałam to zrobić, żeby wyjść ze strefy komfortu i trochę zaryzykować (wiem, dla wielu to banał, ale każdy ma inne "strachy" ;)). Udało się, a co więcej - okazało się, że wynik jest znakomity jak na taką biegaczkę jak ja :D ( 5km - 32 min.). Pomimo stresu dałam radę i oczywiście czułam się niesamowicie dumna. Endorfiny i zadowolenie z tego wydarzenia towarzyszyły mi bardzo długo, nawet teraz, gdy o tym piszę uśmiech automatycznie pojawia się na mojej twarzy ;)  Druga zmiana to nowa praca. Zupełnie nowa dziedzina, nowi ludzie, nowe miejsce. Zmieniłam branżę o 180 stopni i jestem niesamowicie ciekawa jakie będą tego efekty :) Póki co wszystko poznaję, wdrażam się i uczę - więcej będę mogła napisać za jakiś czas. Podobnie jak w poprzednim przypadku, było to wyjście z bezpiecznego miejsca, pewne ryzyko i próba. Nie żałuję przekroczenia żadnej z tych granic :)
Więc: WARTO. Warto się nie bać :)
shirt Pull&Bear / jeans Zara / heels Bershka / bag Mohito

czwartek, 8 czerwca 2017

8/06/2017 // dress// jeans // H&M // run!


Miało być z humorem, a wyjdzie raczej jak zwykle ;) Ludzie boją się zmian, odkładając je na później. Powtarzają sobie, że mają jeszcze czas, że teraz zajmą się czymś innym, albo "reszta się jakoś ułoży". Hm, nie do końca. Jeśli chcesz zmienić siebie, przede wszystkim jesteś potrzebny w tym Ty. Nie nowe narzędzia, plan czy "trenerzy". Biegam już sporo czasu i nadal nie wychodzi mi to idealnie. Wciąż od czasu do czasu łapie mnie kolka, są dni kiedy gorzej mi się oddycha czy bolą mnie łydki. Wyznaczyłam sobie jakiś minimalny plan na tydzień, żeby mieć motywację i trochę nad tym panować (a człowiekowi chaosowi, nie jest łatwo ;)). Za każdym razem kiedy mam mega słaby dzień, nie chce mi się zupełnie nic, nie mówiąc o jakimkolwiek wysiłku fizycznym, jestem po prostu zmęczona i wychodzę biegać, to już po jednym kilometrze wiem, że to było najlepsze, co mogłam dziś zrobić. Pomimo tego, że kiedy się szykuję - zawsze jestem przekonana, że akurat dziś to nie jest dobry pomysł i na pewno będę żałować. Tak, zapewne endorfiny. Nie byłoby ich, gdybym nie przełamała jakiejś wewnętrznej, małej bariery i przekonania, że na pewno się nie uda.
Druga sprawa jaka dochodzi do tego "interesu", to inni ludzie. Pamiętam, że długo nie mogłam przekonać się do biegania po parkach itp., własnie przez ludzi. Zmieniło się to w momencie, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że zawsze będę lepsza od każdego mijanego człowieka, który często z pogardą bądź cynizmem patrzy na moje "zmagania" z wiatrem, bolącą łydką czy na inne "umilacze" tego sportu. Wiem, że to ja się zdecydowałam, zmotywowałam, wyszłam i przekroczyłam granice własnego zmęczenia.
Ludzie najbardziej nie lubią tych, którzy potrafią pokonywać ich własne słabości. Wkurzają ich rzeczy, których sami nie zrobili - a mogli. To wszystko przekładam na wiele obszarów swojego życia - od kwestii towarzyskich, po zawodowe. Przede wszystkim - próbować, próbować, próbować. Dwa - nie zwracać uwagi na tych, których najzwyczajniej wkurza, że zmieniamy, eksperymentujemy, ryzykujemy, a co najgorsze - coś nam się udaje :) Pisząc "ludzie" oczywiście mam również na myśli siebie, także popełniam te błędy i chyba właśnie dlatego zwróciłam uwagę na taką "zależność" wśród ludzi, tyle, że postanowiłam to wykorzystać :)
Ps. Serdecznie polecam Wam ostatnio obejrzany przeze mnie film: "Destrukcja", a odnośnie motywacji do działania: "McImperium" ;)
dress, jacket H&M // heels Renee // bag Zara
zdj. Ewelina Adamczyk-Pachnik

Tak. Jest lato, czas na sukienki! :> Mówię to JA - Czuła Mięta :D

Dosłownie co roku obiecuję sobie, że będę częściej nakładała sukienki i spódnice, niestety zazwyczaj kończy się tym samym. Ostatnimi czasy idzie mi całkiem nieźle, choć nadal podtrzymuję zdanie, że kobieta równie seksownie i dziewczęco może wyglądać w spodniach (czasami chyba nawet bardziej :)) Są jednak okazje, dni i momenty, kiedy sukienka pasuje idealnie, szczególnie kiedy jest słonecznie, a ja mam wolne :D Ta, w iście wiosennej tonacji, to akurat prezent od mamy. Można ją nosić z paskiem lub bez - np. do trampek. Kiedy do samego wyglądu dochodzi funkcjonalność - daję 10/10 ;)