poniedziałek, 16 października 2017

16.10.2017 // mom jeans // autumn look// motivation //


Tak bardzo wszyscy byli niezadowoleni z brzydkiej jesieni, że postanowiła zewrzeć szyki i poświecić dziś tak, że z trudem dojechałam do pracy ;) Po  godzinie 17 natomiast, słońce szybko zaszło, bo po co mamy się nim cieszyć zbyt długo? :P Pomimo wszystko, nadal uważam, że to najlepsza pora roku, ale o tym już było, więc nie będę przynudzać ;) 

18 października rozpoczyna się Łódź Young Fashion 2017  (więcej: http://lodzyoungfashion.com/) i bardzo się cieszę, że mam okazję wziąć udział w tym wydarzeniu. Wspaniale, że takie inicjatywy powstają, rozkręcają się i dają szansę młodym ludziom rozwinąć skrzydła. Nie ma nic gorszego od niewykorzystanej szansy. Nie każdy jest w stanie sam uwierzyć w siebie i swoją pracę na tyle, żeby usłyszało o nim większe grono niż znajomi czy rodzina. Poza tym.. jak wiadomo najtrudniej jest zacząć. Czasami trzeba dostać porządnego kopa od życia, żeby zacząć robić coś, co kochamy - na większa skalę ;) Tego typu eventy są idealnym momentem na taką motywację. Po prostu łatwiej nam uświadomić sobie własny sukces, jeśli ktoś nam go wyeksponuje
i wskaże palcem. Sami niekiedy wmawiamy sobie, że coś o czym marzymy nie może się udać, a jeżeli tak się dzieje, to na pewno przez przypadek. Tymczasem, każdy szczebelek sukcesu pokonujemy dzięki własnej, ciężkiej pracy
i uporczywości w dążeniu do celu. Dzięki temu, że nie poddajemy się, gdy po raz setny nam nie wyjdzie. Dlaczego? Bo w tym co robimy widzimy sens. Nawet jeśli tym sensem jest "jedynie" szczęście, które daje nam dana czynność. Najlepsze rzeczy wychodzą wtedy, gdy robimy je z pasji, kiedy chcąc nie chcąc są częścią naszego życia :) Wtedy, gdy nie zastanawiamy się czy dziś nam się chce czy nie. Pasja/hobby stają się silniejsze od nas i to one zaczynają kierować nami.
Po prostu rób to co lubisz, to Twój film :)
sweater, top Stradivarius // jeans Bershka // bag Mango

niedziela, 8 października 2017

08.10.2017 // denim jacket // second hand // steetstyle // film Twój Vincent

Jestem świeżo po obejrzeniu filmu Twój Vincent i bezkonkurencyjnie trafia na  półkę najlepszych filmów, jakie obejrzałam. Napiszę  dziś kilka słów o moich odczuciach, recenzji jest już
w sieci całkiem sporo.
Pomysł na tak niestandardowe pokazanie historii Van Gogha, niepowtarzalne obrazy i muzyka sprawiają, że nie raz można odczuć gęsią skórkę. Zapewne zależy to od stopnia wrażliwości, jaki w nas siedzi, zainteresowań czy pasji, ale jestem przekonana, że na każdym zrobi "jakieś" wrażenie. Wywoła emocje. To przecież jest najistotniejsze. Film jest zupełnie inny, niż te, które ukazywały się do tej pory. Według mnie, dzięki tej produkcji wkraczamy w zupełnie inny wymiar kina, wymiar, w którym film może oznaczać znacznie więcej niż tylko rozrywkę.
Do stworzenia filmu zaangażowano ok. 100 artystów, wszystko namalowane jest obrazem, są to prace Van Gogha i zdjęcia malowane jego pędzlem. Niesamowite są fakty z jego z życia,  pomimo, że są mega smutne. Okazuje się, że był człowiekiem ogromnie samotnym. W to wszystko wpleciony jest wątek kryminalny, mający na celu rozwiązać zagadkę jego śmierci.
Co ciekawe, Van Gogh zaczął malować dopiero w wieku 28 lat (zm. w wieku 37l.) W tym co robił, był zdecydowanym geniuszem. Sam pisze w listach o tym, że być może śmierć sprawi, że ludzie zrozumieją i docenią to, co siedzi w nim naprawdę (za życia sprzedał jeden obraz). Określał siebie jako kogoś bezwartościowego, nic nie znaczącego. Chciał jednak wierzyć w to, że kiedyś ludzie uświadomią sobie, że jego obrazy są warte więcej niż farby, w które zainwestował by malować (sponsorował go brat, który jako jedyny od początku do końca wierzył w jego twórczość). Przyznacie, że to niesamowicie frustrujące, że wielcy artyści zostali docenieni dopiero po śmierci? Wydaje mi się, że on to wiedział. Sam przyznał, że śmierć i tak nadejdzie, więc po co na nią czekać. Być  może  chodziło tylko o to, że nie chciał być ciężarem dla brata.
Najważniejszym wnioskiem jest to, że nigdy nie jest za późno na to, żeby coś zacząć.  Na to, żeby stać się artystą czy specjalistą w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Film dał mi bardzo wiele. Emocji, zrozumienia, trochę gorzkiej prawdy, która często bywa niewygodna. Zainspirował mnie do tego, żeby więcej malować, przede wszystkim, aby do tego wrócić, przerwa jest już zdecydowanie za długa ;) Należy robić to, co  jest naszą przyjemnością czy pasją bez względu na opinię własną (wobec siebie jesteśmy największymi krytykami) czy innych. Van Gogh kiedy zaczął malować, nigdy nie przestawał. Nie ważne czy stał na środku ulicy
w strugach deszczu, przebywał w szpitalu czy wstawał o świcie, by złapać to wyjątkowe światło. Malował, bo to było jego życie.
denim jacket SH // jeans Zara // t-shirt Berskha // backpack Bonprix

Tak, ta oversizowa kurtka, 100% bawełny  (ok. 10 zł) to łup z second handu, również jestem z tego dumna! :D Za to właśnie uwielbiam je najbardziej. W niedługim czasie pokażę Wam kolejną "perełkę", na dowód tego, że to właśnie tam warto zaglądać najczęściej. Tym bardziej w okresie jesienno - zimowym, swetrów jest pod dostatkiem :)



poniedziałek, 25 września 2017

25.09.2017 // autumn vibes // biker jacket // reserved

Nadszedł czas na moją ulubioną porę roku. Jest moją faworytką nie tylko ze względu na kolor
i klimat, ale również z uwagi na to, że to najlepszy czas na zmiany. Na rozpoczęcie wszystkich rzeczy, które od dawna chodziły nam po głowie. Jestem przekonana, że na żaden pomysł, który właśnie teraz wpadł Ci na myśl - nie jest za późno. Serio :)
Pomimo tego,  że zamiarów na jesień mam bardzo dużo, staram się  wszystkiego nie planować, bo wiadomo jak to z tym jest... ;) Wolę wypisać sobie konkretne cele, pomysły i do nich dążyć - im bardziej się ograniczam i narzucam sobie normy, tym trudniej mi cokolwiek zrealizować. To oczywiście moje doświadczenie ;)  To dobry czas, żeby odkurzyć zaniedbane pasje, wbić się w rytm, który przynosi nam na co dzień satysfakcję. Nadrobić książki i zaplanowane do obejrzenia filmy. Zagospodarować sobie więcej czasu na blogowanie :)
Ostatnio przez przypadek natknęłam się na Youtubie na wykład dotyczący min. samorealizacji (niestety, nie mogę sobie już przypomnieć autora). Był poświęcony między innymi takim zagadnieniom, jak: dążenie do spełnienia, osiąganie wyznaczonych celów, itd. Wg autora najistotniejsza w tym wszystkim jest... obecność. Ile razy zdarza Ci się myśleć o problemach związanych z pracą, kiedy rozmawiasz z siostrą czy mamą? Ile razy myślisz o tym, co ugotujesz na obiad, kiedy siedzisz na warsztatach czy konferencji? Jak wiele razy myślałaś o prywatnych problemach, kiedy omawiałaś tematy zawodowe? Wiele. Trudno nam żyć teraźniejszością. Przeszłość nad nami ciąży, a to co będzie martwi nas i stresuje. A co z tą chwilą? Może jest dobra :) Może ma ogromne znaczenie na przyszłość, a Ty ją zwyczajnie pominiesz? Momenty, które są spokojne, kiedy odpoczywamy, czytamy czy robimy cokolwiek, co pozwala nam się oderwać od rzeczywistości, zazwyczaj jest dla nas  czymś nieistotnym, czymś co potrwa krótko i szybko się skończy. Być może tak, ale może to własnie klucz do tego, co dzieje się później, wpływ nie musi być widoczny na pierwszy rzut oka. Spróbujcie kiedyś przywołać się do porządku, gdy przyłapiecie się
w takiej sytuacji  - zwrócić sobie uwagę - odrzucić wszystko i skupić się tylko na danej rozmowie, jakby nic innego nie istniało - ja próbowałam, to jest bardzo dobre (i zaskakujące) uczucie :)
Może warto pomyśleć, jak zmienić wszystko co robimy w coś, co jest dla nas przyjemne? :) Ciągle nad tym pracuję :D
jacket Reserved // dress Stradivarius // bag Mango