piątek, 16 grudnia 2016

16.12.2016 // winter // coat

Jeszcze słyszę poranną śmieciarę, która budziła mnie w weekend o 7 rano w letnie poranki, kiedy to posiadało się prawo do spania przy otwartym oknie, a tu już katują mnie Dżingobelsami za każdym razem kiedy chcę kupić mleko czy... wodę. Czy to dobrze? Chyba tak... Bo jak czas szybko mija, to podobno jest ciekawie. Myślę, że tak było - coś się udało, coś okazało się totalną klapą. Jakieś rzeczy rozpoczęłam i kontynuuję, inne zakończyłam albo nigdy nie zaczęłam. Jak zwykle czuję, że zbyt mało się starałam w paru kwestiach, ale szanse jeszcze są ;) Może i niewielkie, ale SĄ. 
Nie bardzo czuję świątęczną gorączkę, ale chyba "z wiekiem" już tak jest. Z pewnością poczuję, kiedy na ostatnią chwilę postanowię kupić prezenty, albo kiedy podejmę pierwszą próbę spakowania się do rodzinnego domu (właśnie.. Gdzie do cholery jest śnieg?!). Święta co roku są trochę inne, a już na pewno nigdy nie będą takie jak w dzieciństwie - czar prysł. Mikołaj nie istnieje, prezenty się kupuje - a co więcej trzeba za nimi biegać i wymyślać i... Posprzątać też trzeba, żeby było odświętnie, ugotować, tam wypastować, tu poprzekładać. Ubrać, udekorować, wynieść i pozamiatać. Później jeść, jeść, jeść i mówić jak bardzo już nie można :) Magia świąt się zmienia, ale to wciąż magia, nie?
 
coat SH (Top Shop) / poncho House / beanie HM / bag Czarny  / watch Bonprix

Mówią: "kiedyś to były czasy" - przecież będziemy kiedyś dalej i  te czasy właśnie trwają, więc... :>

Zdj. Honka Sz. :) (Polub Natkę)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz