poniedziałek, 3 kwietnia 2017

03.04.2017 // sunny

Chciałabym napisać dziś o czymś zupełnie niepoważnym, mało sentymentalnym, lekkim i bez psychologicznej  analizy ludzkich zachowań, widzianych moim okiem. Nie wiem jednak czy jestem w stanie, ponieważ jak tylko tu wchodzę i zaczynam pisać tekst, zamieniam się w felietonistkę-obserwatorkę, która chce zmotywować wszystkich wokół, ale przede wszystkim siebie ;) Blog to taka terapia. Zupełnie jak sofa u psychologa - mówisz, mówisz, mówisz (czy też - "piszesz, piszesz, piszesz) - czujesz, że część emocji z ciebie wypływa i dryfuje gdzieś w czasoprzestrzeni, mimo wszystko dając o sobie znać w  najmniej oczekiwanych momentach. Później bez zapowiedzi wpada do ciebie, a ty wracasz do punktu wyjścia. Wtedy znowu się powtarzasz i analizujesz dokładnie to samo. Warto wierzyć, że w końcu się uda i te miliony "przelanych" słów, znajdą w końcu szczęśliwe zakończenie, np. w postaci konkretnego zdarzenia, miejsca, a może zachowania? Kiedyś były pamiętniki, teraz są blogi. Z tą różnicą, że tutaj trzeba baczyć na słowa ;) "Mój pamiętniczku" był cierpliwy, anonimowy i zawsze lojalny. Nikt go nie oceniał, nie oglądał - po prostu był. A BYŁ czymś bardzo ważnym, ponieważ niezwykle dobrze poinformowanym i wyrozumiałym. Przede wszystkim - nie znał ograniczeń ;) Daj spokój, na pewno też taki miałaś ;)
Może i ta wszędobylska motywacja jest tylko grą pozorów i ściemą. Może te Panie na bilbordach mają smutne życie, a blogerzy wcale  nie kochają tego co robią, ale i tak wybieram tę zalewającą nas masę codziennej motywacji, niż nostalgię, smutek i brak energii. Czerpiąc radość z błahych rzeczy żyje się lepiej, a jak się nie uda - jest jutro. 
" nie miałem możliwości, póki ich nie stworzyłem" :)
sweater SH (H&M) // bag Bershka // sunglasses H&M // jeans Promod

1 komentarz: