Update – pielęgnacja // Bielenda // EO Laboratorie // Make Me Bio // Le Cafe de Beaute

30 czerwca 2019 0 By CzujeMiete


Cześć! Wiem, że moje posty czytają też Panowie – więc dziś mogą iść  obejrzeć mecz :P Będzie babsko ;)

Dawno nie pisałam Wam o moich kosmetycznych odkryciach, a że sporo się zmieniło, czas na update :)

Oczyszczanie.
Zacznę od dziedziny, w której zmieniło się najmniej – duet Bielendy „Zielona herbata” – towarzyszy mi już bardzo długo. Żel i płyn micelarny tej serii, do tej pory nie znalazły swojej konkurencji ;) Dla mojego typu cery sprawdzają się idealnie. Żel niemalże w stu procentach zmywa makijaż, odświeża cerę, a kropką nad „i” jest micel.
Kolejny krok w codziennej pielęgnacji to tonik – i tu nowość: tonik nawilżający firmy EO Laboratorie. Pachnie najpiękniej! Co najważniejsze, rzeczywiście można odczuć jego główne właściwości, ponieważ nie pozostawia uczucia ściągnięcia,  skóra jest oczyszczona i nawilżona.
Latem stosuję dodatkowo wodę różaną – spryskuję cerę i pozostawiam do wchłonięcia. Działa tonizująco, odświeżająco i nawilżająco.  W największe upały tego lata, często był to mój ostatni krok w pielęgnacji na noc…
Co jakiś czas standardowo oczyszczam cerę czarnym mydłem (o którym pisałam Wam już nie raz:)) oraz kładę maseczki odżywcze z Bielendy, od święta używam zielonej glinki. Uwielbiałam też maseczkę Tołpy z kwasami, ale preferuję ją raczej w okresie zimowym.

Nawilżanie.
Moim największym odkryciem jest krem do twarzy, który kupiłam w mydlarni Luna w Piotrkowie Trybunalskim (moja siostra jest stałą klientką ;)). Szczerze mówiąc nie miałam sprecyzowanych wymagań, ale profesjonalna i miła Pani doradziła mi naprawdę dobrze :) Krem pachnie dość mocno, ale według mnie to przyjemny zapach. Charakteryzuje się treściwą konsystencją, przyjemnie nawilża skórę, ale nie pozostawia na twarzy tłustego filmu, co jest bardzo ważne rano – przed nałożeniem makijażu. Działa dogłębnie i zapobiega zmianom trądzikowym. Posiada filtr – SPF 20, jest bogaty w naturalne składniki, takie jak: olej z wiesiołka, rokitnika czy wyciąg z zielonej herbaty. Dla mnie – strzał w dziesiątkę ;)

O kremie ultra – nawilżającym BANDI już chyba Wam wspominałam :> Ten krem stosuję raczej do „akcji specjalnych” – czyli np. po domowym spa, typu oczyszczanie, głównie na noc. Jest bardzo delikatny, również w zapachu, ale nawilża bardzo intensywnie, działa kojąco i łagodząco. Bardzo polecam :)

Pielęgnacja włosów.

Tu również nowi bohaterzy ;) Szampon marki Le Cafe de Beaute jest… doskonały :D To już moja druga butelka, myślę, że nie ostatnia ;) Najpierw testowałam odżywczy, ten, który widzicie na zdjęciach ma działanie wzmacniające. Pięknie pachnie, nie zawiera parabenów, slsów, włosy są po nim oczyszczone, miękkie i nawilżone :) W jego skład wchodzą min. ekstrakt z magnolii, olej jojoba i macadamia.

Odżywkę Natura Estonica „7 Benefits” testuję po raz pierwszy i również jestem bardzo zadowolona. Zapach jest bardzo ładny, ale nie tak ładny jak szamponu :P To, co ważne  – nie obciąża włosów, ułatwia rozczesywanie, a włosy są lśniące :) Zastanowię się, czy potrzeba czegoś więcej… ;)

Będę się powtarzać, ale… uwielbiam kosmetyki naturalne, sięgam po nie na co dzień. Jestem bardzo wdzięczna mojej siostrze za to, że „zaraziła” mnie korzystaniem właśnie z takich produktów.